Już tak czasami bywa w tej branży, że jadąc do sklepu na zwykłe zakupy wraca się z zupełnie nieplanowaną butelką pod pachą. I tak właśnie się stało w tym przypadku. Z Aultmore 12yo nie łączyły mnie żadne wcześniejsze przemyślenia na temat czym miałaby się charakteryzować lub jakie walory smakowe powinna reprezentować, ot po prostu stała na półce to wziąłem. Być może ascetyczny wygląd etykiety tak do mnie przemówił że wylądowała w koszyku (tego do końca nie jestem pewny) ale swoją drogą, równie dobrze z taką prezencją mogła by stać na półce w aptece i nie mam tu na myśli czasów prohibicji.

Z samą destylarnią Aultmore nie miałem nigdy wcześniej do czynienia, więc poniekąd był to kolejny pretekst by skusić się na tę pozycję. Zakład powstał w roku 1895 założony przez dżentelmena o imieniu Alexander Edward, był on także właścicielem destylarni Benrinnes. Wraz ze wspólnikiem F.W. Brickmanem prowadzili gorzelnie aż do 1923 roku kiedy przeszła pod władanie grupy John Dewar & Sons by w 1998 roku zostałać wchłonięta przez Bacardi Martini w której pozostaje do dziś. Aultmore 12yo wchodzi w skład kolekcji The Last Great Malts i swój debiut miała w 2014 roku.

„Foggie Moss” taki napis widnieje na etykiecie równie mocno przykuwając wzrok co sama nazwa Aultmore stając się poniekąd jej dalszą częścią. Sugeruje ona charakter whisky którego mamy się doszukiwać wśród wrzosów rozsianych na torfowych polanach przez które przepływa woda wykorzystywana do produkcji czerpiąc z natury moc aromatów. Przyznam szczerze, że tą floralność da się wyczuć w zapachu, jest lekko i przyjemnie. Smak nie rozbraja intensywnością pomimo 46% ABV, dochodzą jabłka, trochę tortu czekoladowego. Na finiszu tradycyjnie jak dla Speyside, wanilia przeplata się z czekoladą i odrobiną dębiny, zdecydowanie zbyt płasko.

Cóż, trunek o dosyć przewidywalnej palecie, na próżno doszukiwać się w nim zmasowanych ataków poszczególnych aromatów a tym bardziej zróżnicowanej wielowarstwowości. Powszednia, łatwa do picia whisky. Czy skusiłbym się na zakup butelki po wcześniejszym spróbowaniu? Raczej nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *